Reklama

„Są smakołyki, panowie są!” – wiwatowała grupa w sobotę. Dopóki nie powiedziałam mężowi, że sam może przygotować resztę posiłku.

Reklama
Reklama

„Och, to…” Skinął głową. „Wiesz, to były urodziny Pashki. Najpierw byliśmy w barze, a potem postanowiliśmy wrócić do siebie. To było zupełnie spontaniczne.”

„Mam nadzieję, że to był ostatni raz?” – zapytałem.

W końcu podniósł wzrok.

„Ostatni” – zapewnił ich.

Naprawdę chciałem w to wierzyć…


Tydzień później wszystko się powtórzyło. W sobotni wieczór ta sama grupa pojawiła się ponownie – akurat gdy piłam herbatę z mamą, która przychodziła raz w miesiącu.

„Li-ii-rka-ii!” – zagrzmiał Artem od progu. „Gospodyni! Słodycze na stole, panowie już są!”

Moja matka i ja wymieniliśmy spojrzenia.

„Kto to jest?” zapytała cicho.

„Przyjaciele Wadimowa” – odpowiedziałem.

„Rozumiem…” Mama zacisnęła usta. „A czy one… często się tak pojawiają?”

„Już drugą sobotę z rzędu” – westchnąłem.

Z salonu dobiegł salwa śmiechu, po której opowiedziano ryzykowny żart na temat teściowej.


Mama spojrzała na mnie tak, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Potem wstała, wzięła torbę i poszła do drzwi.

„Mamo!” krzyknęłam i pobiegłam za nią. „Dokąd idziesz?”

„Do domu” – powiedziała, zakładając buty. „Przepraszam, ale nie mogę na to patrzeć”.

„Tak rzadko się widujemy!” – błagałam. „Nawet nie skończyliśmy herbaty!”

„Lera” – westchnęła mama – „jesteś mądrą dziewczynką. Ukończyłaś konserwatorium. Grałaś Rachmaninowa tak dobrze, że publiczność zamarła w bezruchu. A teraz serwujesz… kilka…”

Nie dokończyła zdania, machnęła ręką i odeszła.

I zostałem.


Ale nie miałam zamiaru się poddać. Kiedy Vadim zajrzał do kuchni i zapytał, czy może jeszcze raz dostać ten „smakołyk”, złapałam go za kołnierz i przycisnęłam do ściany.

„Co się dzieje?” zapytał zdziwiony.

„To!” syknęłam. „Nie jestem kelnerką! A to mój dom! Nie muszę tego robić…”

„No, daj spokój” – powiedział, uwalniając się bez wysiłku. „Nie rób z tego takiego dramatu. Usiądźmy, a potem pójdźmy każdy w swoją stronę. Proszę, bądź trochę milszy, dobrze?”

Spotkanie zakończyło się krótko przed północą. I znów zostałem sam z górą brudnych naczyń.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.

Reklama
Reklama